Samoocena to rodzaj autokrytyki w stosunku do swoich umiejętności i predyspozycji czy wyglądu. Jest to postawa w stosunku do samego siebie. Poczucie własnej wartości, jest niezwykle ważnym elementem naszego życia emocjonalnego, społecznego i psychicznego. Niska samoocena, nie zawsze jest widoczna dla dalszego otoczenia.

Moje dotychczasowe życie zawodowe składało się z kilku różnych etapów. Jednym z nich był modeling, który rozpoczęłam w Paryżu w wieku 16 lat jako wysoka, ładna, chudziuteńka blondynka, z dziecięcą buźką. Mimo iż, nie wspięłam się tak wysoko jak inne polskie modelki, to jednak osiągnęłam wiele sukcesów zawodowych, podróżowałam po świecie, poznawałam nowych ludzi, a wszystko to pozwoliło mi rozwinąć się, stałam się tolerancyjna, otwarta na świat i potrafię się odnaleźć niemal w każdej sytuacji.

Kolejnym epizodem mojego życia zawodowego była praca na prywatnym, podparyskim lotnisku dla VIPów. Miałam odpowiedzialne stanowisko, zajmowałam się rozwojem i reprezentacją firmy również na międzynarodowych salonach. Poznałam mnóstwo znanych osób zarówno kultury i sztuki, jak i biznesu.

Przygoda z pisaniem nastąpiła chwilę później. Najpierw blog, następnie książki. Mimo iż z pisarstwem nie miałam nigdy nic wspólnego i nie jestem ani Katarzyną Grocholą, że o Oldze Tokarczuk nie wspomnę, to jednak moje książki zostały ciepło przyjęte, zarówno przez czytelników, jak i krytykę.

W między czasie, zdecydowałam się na kontynuacje nauki i rzuciłam się w wir edukacji. Wróciłam do szkoły, jeździłam na zjazdy i zajęcia, pisałam pracę i w lutym obroniłam dyplom licencjacki w dziedzinie negocjacji i relacji handlowych.

Mam 38 lat, 179 cm wzrostu, rozmiar 38 (mimo dwójki dzieci), nadal w miarę jędrny tyłek i ładną buzię. Jestem fotogeniczna, mam dobry gust odzieżowy, świetnie gotuje, mówię płynnie w trzech językach. Osiągnęłam wiele sukcesów zawodowych, w różnych domenach. Mam super męża, cudowne dzieci, wypasiony dom, i ogólnie jestem przebojowa i zajebista…..

Tak widzą mnie inni, bo niestety ja sama dostrzegam zupełnie coś innego. Codziennie rano patrzę na swoją twarz i ciało w lustrze, wchodzę na wagę i chce mi się płakać. Jestem wiecznie niezadowolona ze swojego wyglądu, ze swoich włosów, z wałków na brzuchu, skóry na twarzy która zaczyna wisieć.

Moje osiągnięcia zawodowe, którzy wszyscy uważają za sukcesy, ja dostrzegam jako porażki. Nie potrafię zagrzać miejsca, ciągle zmieniam swoje priorytety i szukam nowych wrażeń i bodźców. Otoczenie widzi we mnie osobę wszechstronną i utalentowaną, ja postrzegam siebie jako niezdecydowaną.

Moja samoocena jest wyjątkowo niska, lecz tak jak pisałam na początku tekstu, trzeba mnie dobrze poznać, aby to dostrzec. Pierwsze wrażenie jakie sprawiam, to osoby pewnej siebie, czasami wręcz pretensjonalnej, która odnosi same sukcesy i świetnie się czuje w swojej skórze. Nic bardziej mylnego. Jak wiele z Was, mam szereg kompleksów, ciągle się porównuje do innych kobiet, i za każdym razem uważam, że wypadam przy nich słabiej.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Ponieważ rozmawiałam z wieloma koleżankami, i doszłam do wniosku, że niska samoocena dotyczy wiele z nas i nie bierze się tylko z okresu dzieciństwa. Na poczucie naszej wysokiej lub niskiej wartości wpływ ma również to czym otaczamy się na co dzień.

 

Odpalając rano telefon, instynktownie wchodzicie na Instagrama, gdzie gwiazdy, które śledzicie wrzucają tysiące “naturalnych” fotek. Albo są na plaży, a Wy musicie iść do pracy, albo na sali fitness w zajebistym stroju treningowym, pokazując Wam swój umięśniony brzuch. I tu zaczyna się poczucie winy i wstydu, no bo zamiast wczoraj uprawiać jogging w parku, zjadłyście pół tabliczki czekolady.

W drodze do pracy przeglądacie plotkarskie czasopismo, w którym wschodząca gwiazdeczka mydlanej opery na TVN czy Polsacie, opowiada o swoim cudownym, wspaniałym i idealnym życiu, w którym jedynym problemem jest wybór stroju na ściankę wieczornego eventu.

Patrzycie za okno autobusu, a tam uśmiecha się do Was z plakatu modelka w rozmiarze 34. Wy miałyście problem z dopięciem waszych Levisów dziś rano.

W corpo, okazuje się, że Wasza koleżanka przygotowała świetną prezentację, którą wszyscy się zachwycali, macie wrażenie, że Wasza z przed tygodnia wypadła bardzo słabo. Tekst był mało ciekawy, slajdy graficznie niedopracowane, a Wasza prezencja podczas wystąpienia pozostawiała wiele do życzenia.

Wracając z pracy wchodzicie po drodze do sklepu, wrzucacie do koszyka gotowe danie, bo braknie Wam już siły na zrobienie domowego obiadu. Klientka stojąca przed Wami w kolejce, wykłada na taśmę składniki na zdrową vegańską lasagne. Macie poczucie wstydu, że jesteście gorsze.

Wieczorem przeglądacie bloga parentingowego, na którym dowiadujecie się, że jesteście złymi matkami, bo nie poświęcacie godziny dziennie na zabawy twórczo rozwojowe ze swoim potomstwem, które zjadło na kolacje mrożone pierogi z supermarketu.

Leżąc na kanapie przed telewizorem, oglądacie kolejną komedię romantyczną, w której wszyscy mieszkają w wielkich apartamentach w centrum miasta, mają nieziemskie dochody mimo pracy sekretarek lub kurierów, faceci wyglądają jak herosi, a kobiety jak boginie.

Bierzecie prysznic, wchodzicie na wagę, mimo iż wiecie, że nie ma sensu ważenie się wieczorem. Patrzycie na niezadawalający rezultat. Wklepujecie kilka kremów przeciwzmarszczkowych, nawilżających, natłuszczających i odmładzających.

Idziecie spać, dobranoc.

Jesteśmy karmieni wizualną papką, która nie ma nic wspólnego z realnym życiem. Patrzymy z tęsknotą w ekrany naszych odbiorników czy telefonów, i dołujemy się w naszym niesprzątniętym domu. Instagram, ma tyle wspólnego z prawdziwym życiem, co piłka nożna z tenisem, to filtry, kadry, dobre ujęcia, prezentowanie tylko tego co piękne i wspaniałe.

Gwiazdy występujące w telewizji, pokazują nam znikomy fragment siebie. Przecież nie opowiedzą na antenie, że wczoraj pokłóciły się z mężem. Modelki na reklamach, może i są chude, ale nie oznacza to, że szczęśliwe i bez kompleksów. Koleżanka z pracy, miała niezłą presję po Waszym wystąpieniu i tyrała cały tydzień, aby jej prezentacja, była choć w połowie tak dobra jak Wasza. Kobieta z supermarketu, wczoraj zamówiła pizzę z dowozem do domu. A blogerka ma czas na codzienne robienie mozaiki ze skorupek ze swoim synkiem, i pisanie o tym na swojej stronie, bo prowadzenie poczytnego bloga, to jej praca.

 Pod względem niskiej samooceny fizycznej, przodujemy w Europie, gdyż tylko 4 Polki na 100 są w pełni zadowolone ze swojego wyglądu. Czujemy się za grube, za niskie, brzydkie, wytykamy sobie wiele mankamentów. Nie lepiej mają się polskie dziewczynki, aż 81% z nich ma zaburzone poczucie własnej wartości. * Czujemy się źle zarówno fizycznie jak i intelektualnie.

Kobiety z niską samooceną, nie walczą o swoje prawa zarówno w pracy jak i w życiu domowym. Stają się uległe, łatwo je zdominować i nimi manipulować. Kobiety z małym poczuciem własnej wartości, są niezadowolone z siebie i swoich osiągnięć, są chwiejne emocjonalnie, szybciej popadają w depresję.

Większość z tego co widzimy w telewizji lub mediach społecznościowych, to fikcja, świat wykreowany na potrzeby marketingu. Nie ma on nic wspólnego z realnym życiem, to iluzja, na którą nie potrafimy spojrzeć przez pryzmat pozorów. Niby o tym wiemy, a jednak mamy problem z przyswojeniem tego faktu, z uznaniem go za rzeczywistość. W życiu nikt i nic nie jest idealne. Musimy to zrozumieć, aby móc zaakceptować siebie. Musimy przestać porównywać się do innych, konkurować między sobą.

Postarajmy dostrzegać w sobie piękno fizyczne, intelektualne, emocjonalne. Zaakceptujmy siebie, takimi jakie jesteśmy, bez względu na nasze niedoskonałości i słabości. Pokochajmy siebie, bo przecież tylu ludzi nas kocha i widzi w nas potencjał, energię i siłę.

“Krytykujesz siebie od lat, ale to nie działa. Spróbuj więc schlebiać sobie i zobaczysz co się stanie”

                                                                                                                                             Louise Lynn Hay

*Badania wykonane przez firmę Edelman Intelligence na zlecenie firmy kosmetycznej Dove