Tolerancja, słowo z którym powinniśmy zapoznać się już od najmłodszych lat.

Czym jest tolerancja, jeśli nie wyrozumiałością w stosunku do innych ludzi, akceptacją ich odmienności, szacunkiem dla ich poglądów, które różnią się od naszych? Tolerancja to również poszanowanie indywidualności nie tylko religijnej czy kulturowej każdej jednostki, ale uznanie i zaakceptowanie ludzi takimi jacy są, bez względu na ich pochodzenie etniczne, wygląd, czy orientację seksualną. Tolerancja to również wyrozumiałość w stosunku do tych, którzy mają odmienny styl życia od naszego.

Wychowałam się w Polsce, która zawsze wydawała mi się krajem tolerancyjnym. Mieszkałam w bloku z wielkiej płyty, chodziłam do osiedlowej podstawówki, gdzie wszystkie dzieciaki miały polsko brzmiące imiona i nazwiska, i nosiły identyczne fartuszki. Ale nawet po ich zdjęciu, nasze stroje były podobne do siebie. Jedliśmy wszyscy to samo, nasze mieszkania urządzone były w jednakowym stylu z boazerią na ścianach i meblościanką w salonie. Byliśmy niemal identyczni, mimo iż różniliśmy się od siebie. Uczęszczaliśmy wszyscy na zajęcia z religii i w wieku dziewięciu lat, przystąpiliśmy do Pierwszej Komunii Świętej.

Ze schematu wyłamał się tylko On jeden. Nie chodził na katechezę i zamiast męczyć się na ciągłych próbach komunijnych, jeździł po osiedlu na rolkach. Wtedy wydawało nam się to bardzo dziwne, że jest taki inny, że “sprzeciwił się temu co normalne”

Stał się centrum szkolnego zainteresowania, a z czasem również ofiarą plotek i szeptów, że jego rodzina to ateiści, albo jeszcze gorzej, wyznawcy innej religii. Patrzyliśmy na niego ze zdumieniem, trochę z podziwem, ale przede wszystkim z brakiem zrozumienia.

Któregoś dnia jadąc tramwajem do centrum, do wagonu wszedł mężczyzna, i wszystkie głowy w jednym momencie skierowały się jego stronę. Był wysoki, normalnie ubrany, jak wszyscy skasował bilet, i zajął miejsce stojące przy drzwiach. A jednak zwrócił na siebie uwagę pozostałych pasażerów. Mężczyzna miał inny kolor skóry, był prawdopodobnie Afrykańczykiem, a może Afroamerykaninem, a może Niemcem, Francuzem czy Belgiem o afrykańskich korzeniach? Nie wiem,  był innego koloru skóry niż my.

Mój mąż Francuz i kilku jego kolegów, pierwszy raz przyjechali do Polski w połowie lat dziewięćdziesiątych. Grupa obcokrajowców spacerujących po ulicach Warszawy i mówiących w niezrozumiałym dla większości ludzi języku, nadal wzbudzała ciekawość, mimo iż granice zostały otworzone kilka lat wcześniej. Wystarczyło, że byli inaczej ubrani, mieli inny styl, i porozumiewali się innym językiem, aby spowodować zainteresowanie.

Polska po II Wojnie Światowej została odcięta od “reszty cywilizowanego świata” Nikt do nas nie przyjeżdżał, a tylko nieliczni wyjeżdżali, by po powrocie opowiadać o tym co widzieli za żelazną kurtyną. Byliśmy sami ze sobą, tylko my Polacy, mieliśmy trochę kontaktów z Czechosłowacją, Węgrami czy słoneczną Bułgarią podczas wakacji. Przysłowiowe multi kulti, widzieliśmy na filmach.

W 1998 roku wyjechałam po raz pierwszy do Paryża i przeżyłam prawdziwy szok kulturowy. Na ulicach Francji spotkałam cały świat, zarówno mieszkańców miasta pochodzących z różnych kontynentów, ale i licznych turystów chętnie odwiedzających stolicę. Było barwnie i kolorowo, hałaśliwie. Zobaczyłam kobiety w tradycyjnych strojach afrykańskich i pięknych turbanach, inne w sari z henną na rękach, czy kobiety ubrane w abaya lub hijab. Spotkałam mężczyzn w jarmułkach, w hinduskich pagri, czy arabskich djellaba. Różnorodność była tak ogromna, że nie mogłam się jej nadziwić. Na ulicach, w restauracjach czy klubach widok dwóch młodych mężczyzn całujących się, był czymś na co nikt nie zwracał uwagi. Fioletowe włosy, kolczyki na twarzy, liczne tatuaże, czy odmienny styl odzieżowy, wprawił mnie w osłupienie, podczas gdy w Paryżu nikt nie zwracał na to uwagi.

Pierwszym uczuciem jakie mną ogarnęło był strach, ciekawość przyszła później. Tak strach, bo prawie każdy boi się tego co nowe i czego nie zna. Ale ciekawość w tym przypadku zwyciężyła. Dziś nie zwracam absolutnie uwagi na ludziach, których mijam na ulicy. Nie interesuje mnie ich strój, religia, kolor skóry, preferencje seksualne 

Podczas gdy w Polsce, gardzi się osobami homoseksualnymi, we Francuskiej telewizji od lat króluje Laurent Ruquier, zadeklarowany gej, prowadzący kilka bardzo popularnych programów, a Paryżem przez wiele lat kierował maire Bertrand Delanoe, który zrobił swój coming out na krótko przed wyborami.

Gdy w Polsce nie akceptuje się związków partnerskich, we Francji, para lesbijek reklamuje w spocie telewizyjnym portal randkowy Meetic, puszczanym we wszystkich stacjach telewizyjnych, również  państwowych. Ta popularna strona stworzona do poznania swojej drugiej połówki, oprócz pokazania par homoseksualnych, w kolejnym spocie przedstawiła nam parę mieszaną, gdzie mężczyzna przytula na rękach dziecko swojej partnerki, nie ich wspólne, czyli stereotyp rodziny tradycyjnej, również odszedł do lamusa.

Polski rząd poniewiera osobami transseksualnymi, a francuska stacja państwowa France 3, w 2018 roku wprowadza do serialu “Plus belle la vie”, cieszącego się ogromną popularnością wśród tzw klasy średniej, postać transseksualną. Rolę tą odtwarza Jonas Ben Ahmed, który jest aktorem transseksualnym. I jakoś nikt nie nawoływał do bojkotu serialu, i wpajaniu odbiorcom “ideologii gender czy LGBT”

Na marszach narodowców słychać nie tylko obelgi na komunę, środowisko LGBT, ale również hasła uwłaczające Żydom czy Muzułmanom, z głównym mottem «Polska dla Polaków” na czele. Sprzeciwiając się oni obcokrajowcom mającym chęć zamieszkać u nas na stałe, zapominając, że Polskęm również tą współczesną, tworzyło wielu imigrantów, niektórzy z nich są dziś znani na cały kraj jak, Włodzimierz Szaranowicz, Eleni, Augustin Egurolla. Gdyby Francuzi krzyczeli równie głośno, to Maria Skłodowska Curie, Roman Polański, czy Andrzej Seweryn nie pozostaliby tu na dłużej.

Pewna polska celebrytka, ekspertka od dobrego stylu życia, sportu, jedzenia i macierzyństwa, i ogólnie wszystkiego, wystroiła się w przebranie otyłej kobiety. Może nie chciała zrobić źle, ale niestety wyszło fatalnie. Fat shaming to pogarda w stosunku do osób z nadwagą. Wiele marek światowej sławy stara się walczyć z tym problemem jak np. Dove, które proponuje nam w swoich reklamach, nie tylko kobiety o różnych kolorach skóry, ale przede wszystkim o zróżnicowanych morfologiach. Niedawno za ciosem poszła marka H&M, wybierając na kampanię kostiumów kąpielowych modelkę plus size. U nas influencerzy nadal mają z tym problem.

Przykładów nietolerancji są setki, i pojawiają się one nawet na grupach parentingowych, gdzie kobiety na urlopach wychowawczych potrafią ostro krytykować tą, która wróciła do pracy trzy miesiące po porodzie. Nietolerancję, często można zauważyć w szkole wśród dzieci i młodzieży, które odwrócą się od koleżanki czy kolegi z klasy, bo ten jest inny, sepleni, jąka się, ma problemy z przyswajaniem wiadomości lub najzwyczajniej w świecie nie nosi modnych ciuchów.

Brak tolerancji, to nie tylko poważny problem w Polsce, ale na całym świecie. Jednak w naszym kraju,  jest znacznie trudniej ten brak zaakceptować, gdyż otoczeni jesteśmy państwami, bardziej otwartymi i przychylnymi odmienności.

Czy ten brak tolerancji i akceptacji wynika z tego, iż jesteśmy społeczeństwem nadal bardzo homogenicznym, a może bierze się ze zwykłej niewiedzy i braku solidnych informacji w tych konkretnych tematach? Czy niechęć polskiego społeczeństwa w stosunku do ludzi, którzy wybrali inną drogę w życiu, mają odmienne poglądy, kolor skóry, model wychowania swoich dzieci, to po prostu brak empatii lub świadomości społecznej, że tak naprawdę wszyscy jesteśmy tacy sami, mimo że różni?

Jedyne co nas może uratować, zanim znajdziemy się w mentalnym średniowieczu, to edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja. Nienawiść często bierze się ze strachu, a sam strach często z braku wiedzy. Ale to już osobny temat.

Mam nadzieję, że społeczne przemiany w Polsce nastąpią dość szybko, mimo niesprzyjającym politycznie warunkom, i że za kilka lat będziemy o tym wszystkim tylko wspominać z niesmakiem