Bycie mamą to najtrudniejsza rola w życiu kobiety.

 

Nie ma szkoły, która Cię do tego przygotuje, nie ma egzaminów poprawkowych, jeśli oblejesz przy pierwszym podejściu. Nikt tak naprawdę nie jest w stanie zrozumieć Cię do końca, i pomimo że Twoja własna mama, ciotki czy koleżanki uprzedzały Cię, że nie zawsze będzie kolorowo to tak naprawdę nie do końca chyba w to wierzyłaś. No bo przecież dziecko, jedno czy dwa, czy trzy nie może aż tak wywrócić Twojego życia do góry nogami…. A jednak, myliłaś się, ja również….

Wczoraj minęło dziewięć lat, odkąd w moim życiu pojawiło się po raz pierwszy, to małe coś. Ważyło ponad 3500kg i mierzyło 52 centymetry. Spojrzałam na moją małą córeczkę, która natychmiast mnie zauroczyła. Spojrzałam na nią i pokochałam od pierwszego wejrzenia, miłością bezinteresowną, całkowicie naiwną, pełną idealizmu….

Nauczę się być dobrą mamą! Tak, to mój pomysł na najbliższe kilka lat, powiedziałam sobie po cichu w głowie. Po dziewięciu latach bycia mamą, stwierdzam, że nie jest to możliwe, niebyło i raczej nie będzie.

Nie ważne, dlaczego, ważne, żeby było głośno!!!!

 

Moja nauka zaczęła się od rozpoznawania płaczu, który miał mi dać sygnał czy maleństwo jest głodne, czy ma mokrą pieluszkę, albo może po prostu chce na ręce. Według mojego taty, krzyk ten zawsze oznaczał głód. Według mnie…. No cóż, nadal nie wiem. Wiem tylko, że trwa od dziewięciu lat, i nasilił się sześć lat temu, gdy w naszym domu zawitał kolejny cud natury. Myślałam, że z czasem będzie lepiej, że dziewczyny dorosną, że zmądrzeją i wyciszą, że przestaną się kłócić o pluszowego misia i klocki. Dżisus! Jaka ja byłam głupa i naiwna. Jasne, że już nikt się nie wydziera, bo zrobił kupę w majtki, albo ma ochotę na przecier z marchewki. Teraz tematy są bardziej poważne jak

Mamo! Ona zabrała mi płytę!

Mamo! Ona wchodzi do mojego pokoju bez pytania!

Mamo! To są moje rolki, a nie jej!

Mamo! Ona powiedziała, że jestem głupia!

Mamo! A ona to pokazała mi język i mnie uszczypnęła.

Mamo!Mamo!Mamo! Gdzie jesteś?

Wiek dojrzewania przed nami…. A cisza w moim domu zapanuje pewnie dopiero wtedy, jak obie gwiazdy wyprowadza się studiować gdzieś daleko, może na inny kontynent. Warto marzyć, bo podobno marzenia się spełniają….

Nie ogarniam, trochę, dużo, wcale…..

Mądrzy doradcy od idealnego macierzyństwa mówią, śpij, kiedy dziecko śpi…. Jasne, będę również prać, gdy ono będzie prało, będę sprzątać, gdy ono posprząta, i ugotuję obiad, gdy ono też stanie przy garach. Co za pomysł!? Kto to wymyślił. Może kiedyś, w wielopokoleniowej rodzinie tak się dało. Przez kilka wczesnych lat macierzyństwa, żyłam w naiwnym przekonaniu, że jak dziewczynki podrosną to będzie duuuuużo łatwiej. No i jest w pewnych sprawach, bo potrafią same się wykapać, ubrać czy uczesać. Ale nie przewidziałam faktu, że po takiej kąpieli, to łazienka będzie wyglądała jakby przeszło przez nią Tsunami… Chętnie pomagają mi w gotowaniu, obierają i kroją warzywa i owoce, mieszają składniki na ciasto, i tysiące innych rzeczy, ale po każdej takiej pomocy, mam do mycia nie tylko całą podłogę w kuchni, ale również meble kuchenne. O prasowaniu nie wspomnę, gdyż ostatnie próby kosztowały mnie nowiuteńką bluzkę, która oczywiście nie leżała na stercie poszewek na poduszki i ścierek (na czymś trzeba się uczyć), ale wisiała sobie z boku, grzeczniutko na wieszaku…

Ja, Paulina Wnuk -Crépy , kiedyś pedantka, wczoraj stopą popchnęłam okruchy chleba pod stół, żeby nie rzucały się w oczy. W końcu zrozumiałam, że mogę gotować, prać, prasować, sprzątać cały dzień, a wieczorem i tak nie będzie widać efektów mojego wysiłku.

Nauka idzie w las

Ja już chodziłam do szkoły, nauczyłam się pisać i czytać, choć z ortografią nie zawsze mi po drodze. Ogarnęłam jako tako, historię, geografię, na literaturze się trochę znam, na przedmiotach ścisłych trochę mniej, więc dlaczego muszę ponownie wszystko przerabiać?  Ja wiem, że teraz sytuacja jest specyficzna, ale wcześniej też niebyło idealnie.

Zaczyna się już od żłobka, gdy inne matki informują mnie, że ich dziecko mówi już zdaniami złożonymi współrzędnie, nierównorzędnie, nadrzędnie i podrzędnie jednocześnie, a moja prawie trzy latka potrafi raptem wydukać trzy bezokoliczniki.

Kolejny etap to przedszkole i tu zaczyna się hard core, literki, cyferki, pisanie, czytanie. Jeśli Twoje dziecko skończy przedszkole, nie umiejąc płynnie czytać w kilku językach i pisać z zamkniętymi oczami, ale równo w linijce, to albo ono jest tępe, albo ty jesteś beznadziejną matką. Biorę na klatę opcję numer dwa.

Podstawówka, bo to aktualnie, najwyższy poziom nauczania, o którym mogę się wypowiedzieć jako matka, wcale nie jest łatwiejsza. Fizyka kwantowa to pikuś w porównaniu z niektórymi pracami domowymi. Piszemy sms, dzwonimy do siebie, wysyłamy wiadomości na zamkniętych grupach dla mamusiek. Nie, wcale nie chcemy odpowiedzi na zadanie. Tyko, żeby ktoś nam wytłumaczył o co w tym zadaniu dokładnie chodzi, bo albo jest sformułowane po łacinie, albo ciąża i macierzyństwo wypaliło nam już mózgu.

Restauracja Five Stars

Dopóki jest mleko, dopóty jest spokój. Pierwszym daniem mojej 5 miesięcznej córki była biologiczna marchewka, gotowana na parze. Całkiem nieźle się sprawdziła jako nawilżająca i poprawiająca kolor skóry maseczka na moją twarz, na której to wylądowała po 3 sekundowym pobycie w buzi córeczki.

Później, no cóż raz było lepiej raz gorzej. Nie ma co ukrywać, że zadając pytanie, co chciałybyście na obiad, dostaję menu niemal jak w restauracji Paul Bocuse, a mianowicie

  • Makaron z parmezanem i oliwą
  • Makaron z sosem pomidorowym
  • Makaron bez niczego
  • Frytki z kurczakiem
  • Pizza ale tylko margarita

Tak więc jak widać menu jest na najwyższym poziomie kulinarnym. Na szczęście tylko raz w tygodniu, z reguły w piątek wieczorem, pozwalam dziewczyną na wybór dania w tym wykwintnym menu. Resztę czasu, to ja podejmuję decyzje i niestety trzeba jeść tą nieszczęsną marchewkę i nie tylko.

Ostatnio, młodsza córcia jedząc moją własnoręcznie robiona lasagne wege, stwierdziła, że brakuje jej stołówki w przedszkolu, bo tam lepiej gotują…. No cóż. Następnym razem podam mrożonki.

Nie chcem, ale muszem

 

Nie wiem jak Wy, ale ja jakoś nigdy nie przekonałam się do nocnego wstawania do dzieci. Hmm, nie przekonałam to kulturalne słowo, gdyż z natury jestem kulturalną osobą.  Nie przekonałam się również do karmienia piersią, do porodu ani do zmieniania pieluch. Nie przekonała mnie do dzisiaj codzienna rutyna, dotycząca dzieci i spraw domowych. Trzeba dać dzieciom jeść, nawet jeśli samemu nie będzie się jadło, trzeba córce umyć włosy nawet jeśli zdajesz sobie sprawę, że połowa osiedla będzie słyszała wasze zapasy w wannie. Oglądanie występów i teatrzyków, słuchanie w kółko tych samych piosenek, i oglądanie tych samych bajek i filmów, tez nie należą do moich best of the day. Niektóre dzieła sztuki moich dzieci nie nadają się do niczego, oprócz wyłożenia nimi kuwety kota, a mimo to zdobią ściany mojego domu. O biżuterii samodzielne zrobionej lub o zgrozo tej kupionej w sklepie z pamiątkami podczas wakacyjnego wyjazdu już nie wspomnę.

Jest wiele rzeczy, których nie chcesz, ale przy dzieciach musisz. Tak naprawdę, kalkulujesz czy Ci się to opłaca, i skrycie liczysz, że kiedyś im się nie będzie chciało, ale też będą musiały. Że się zrewanżują. I wcale nie mam na myśli, że podadzą Ci przysłowiową szklankę wody, ale że do cholery jasnej odkurzą swój pokój i schowają pranie!
Ogólnie bycie mamą, to ciężka sprawa. Po pierwsze, bo to decyzja na całe życie. To nie tak jak z sukienką co kupiłaś w ubiegłym tygodniu, raz założysz i stwierdzisz, że to jednak nie model dla Ciebie, i albo oddasz do sklepu, albo sprezentujesz koleżance.

Słabo widzę opcje, rozmowy z twoją najbliższą przyjaciółką, że jednak Twoja córka, to nie to co chciałaś, i w sumie to możesz ją oddać, bo do Twojej kumpeli będzie lepiej pasować.

Po drugie, bo to nie tylko przyjemności, to góra niekończących się obowiązków, ocean odpowiedzialności i tornado, które zdemoluje Twoje życie na wiele lat.

Bycie mamą, to również wieczny stres, strach i obawa. Martwisz się o wszystko, zaczynając na zatwardzieniu twojego dwumiesięcznego bobasa, a kończąc na tym czy dobrze wybrali swoją partnerkę czy partnera na resztę życia.

To również odpowiedzialność, która zaczyna się w chwili, gdy na teście ciążowym pojawią się dwie kreski, a która skończy się dopiero…. No właśnie, sama nie wiem, kiedy.

Bycie mamą mimo, jest najtrudniejszą rolą mojego życia, może też dlatego że zakończy się dopiero, gdy kurtyna opadnie. Prawdopodobnie, ponieważ nigdy nie wiem czy jestem w tej roli wiarygodna, czy się sprawdzam, czy nie m błędów, nie zapominam scenariusza, tekstu.

Mimo to, jest to najpiękniejsza rola mojego życia, pełna zaskakujących sytuacji i okoliczności. Rola, która ewoluuje z każdym dniem, która daje mi wiele radości, szczęścia i dumy.

Pokazała mi, że mimo moich wielu słabości potrafię stanąć na wysokości zadania, w najtrudniejszych sytuacjach.

A zamiast Oskara na kominku, wystarczy mi jeden uśmiech i «kocham Cię mamo»

Wam mamusie czytelniczki, z okazji naszego święta, życzę samych miłych słów, uścisków i uśmiechów. Życzę Wam korali z makaronu, malowanych farbą, które pozostawią  na zawsze ślad w waszych sercach i na bluzkach.

A Tobie Mamo, mówię po prostu kocham i dziękuje. I może z tym odkurzaniem pokoju mi nie wyszło, bo tak wcześnie wyjechałam. Ale obiecuję, że przysłowiową szklankę Ci podam, ale po co z wodą, lepiej z dobrym winem.